O MNIE
Zanim ktokolwiek zaczął podejrzewać, że coś jest ze mną nie tak, chodziłem do szkoły i pracowałem jak każdy młody człowiek. A potem życie rzuciło mnie nad morze. Stocznia, statki, smar, hałas, metal – to właśnie był mój młodzieńczy świat.
Na zdjęciu obok mam jakieś 25 lat, cały brudny od roboty, ale z szerokim uśmiechem, który mówił, że wszystko jest tak, jak ma być. Zdrowie? Człowiek w tym wieku nawet się nad tym nie zastanawia. Po prostu robiłem swoje, nawet wtedy, kiedy sił było coraz mniej. Zawsze powtarzałem sobie, że jakoś to będzie. Bo taki już jestem, nieugięty i przekonany, że życie da się przetrwać, nawet kiedy ono nie współpracuje.
Człowiek często nie wie, jak silny jest, dopóki życie go nie sprawdzi.
Dużo osób choruje, ja nie jestem żadnym wyjątkiem. Różnica polega na tym, że na swoją diagnozę czekałem 25 lat. Przez ćwierć wieku (!) żyłem z objawami, których nikt nie potrafił połączyć w jedną całość. W Gdańsku badanie MRT trwało może dwadzieścia minut i nie wykazało niczego. Dopiero w Niemczech, po ponad godzinie w tunelu, na monitorze coś w końcu się pojawiło. Usłyszałem zdanie, które brzmiało wtedy upiornie, ale wbrew wszelkim prawom i przekonaniom wywołało we mnie ulgę: „Pana mózg wygląda jak szwajcarski ser”. To właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszałem, z czym się mierzę.
Lata niewiedzy bywają gorsze niż sama diagnoza.
Na tym zdjęciu jestem na promie, przy wymianie kompensatora w kominie. Zmęczony, brudny, ale zadowolony, bo praca była dla mnie czymś oczywistym. Nie wiedziałem wtedy, że organizm od dawna próbował mi powiedzieć, że coś jest nie tak. Człowiek tłumaczy sobie zmęczenie, zawroty głowy czy osłabienie tym, że „tak bywa”, „taką mam pracę”, „przejdzie”. I tak mijały kolejne lata, a ja żyłem dalej w przekonaniu, że po prostu mam gorszy okres.
Przez długi czas walczyłem z niewidzialnym przeciwnikiem.
Aż przyszedł moment, kiedy choroba znów dała mi popalić. Ból był tak silny, że skończyło się długim pobytem w szpitalu i… operacją. Leżałem wtedy i naprawdę nie wiedziałem, co będzie dalej. Przyszła lekarka, zapytała spokojnie, jak się czuję, a ja odpowiedziałem pół żartem, że przy moim szczęściu, gdybym choć jeden dzień był kobietą, z pewnością miałbym wtedy okres. Ona wtedy szczerze się uśmiechnęła.
Najmocniej trzymają nas przy życiu zwykłe, ludzkie momenty.